Miesiąc

Opowiadanie Natalii Ostapczuk

 


Pan Kleks

Kilka dni temu malowałam na płótnie. Miałam kończyć szkic . Był to mój najładniejszy ze wszystkich, które kiedykolwiek zrobiłam. Przedstawiał on krajobraz parku w zimę. Znajdował się tam staw, ławki i dzieci bawiące się na śniegu. Było zimno,więc poszłam zrobić sobie inkę i wróciłam do pracy. Gdy miałam napić się inki, to wtedy przestraszył mnie mój starszy brat. Wylała minkę na kawałek płótna. Na początku byłam zła, załamana i  smutna. Nagle trafiło do mnie olśnienie. Pomyślałam sobie, mogę zrobić w tych plamach jesień. Było to najlepsze rozwiązanie. Na początku zaczęłam malować zimę, a później jesień w kleksach. Gdy skończyłam malować ,coś przykuło moją uwagę, a mianowicie na obrazie zaczęły ruszać się dzieci. To było dziwne, zachowywały się tak , jakby mnie widziały. Wnioskuję , że chciały coś przekazać. Po dłuższej obserwacji dowiedziałam się, że zapraszają mnie tam. Ale pomyślałam jak ? Jak mam to zrobić ? Wtedy podeszłam          i dotknęłam obrazu. Moje palce przenikły i tak tam weszłam. Byłam w moim obrazie. Ale przekonałam się ,że to nie mój obraz, to świat wszystkich obrazów ,nadal powstają nowe i można podziwiać ich budowę. Przywitałam się z dziećmi . I spytałam się ile ten świat istnieje. Dzieci odpowiedziały , że nie znają dokładnej daty, ale wiedzą , że mają pra pra babcię  ,nawet wtedy nie żyła. Miałam tyle pytań , ale dzieci mi przerwały    i powiedziały, że nie mogę być tu dłużej , niż godzina , bo wtedy zostanę na tym świecie i nigdy stąd nie wyjdę. Powiedziałam, no dobrze. Jednak było mi smutno z powodu limitu jednej godziny. Pożegnałam się        i wróciłam do domu.

Nigdy nie zapomnę tego dnia.


Piramidy na pustyni

Po kilkudniowej wędrówce po pustyni nagle Staś zauważył piramidy.

– Piramidy w Afryce ? – zawołał aż ze zdziwienia

– E, e, e,  Stasiu masz jakieś dziwne zwidy od tego słońca.- rzekła Nel nie zwracając uwagi na to co pokazuje jej przyjaciel.

– Nie! Proszę spójrz tam po lewej. To przecież piramidy. Jedziemy sprawdzić to.

– Stasiu , ale… jak to jakaś pułapka?

Bez zastanowienia Staś skierował karawanę w stronę dziwnego zjawiska. Po chwili byli już pod potężną kamienną budowlą. Chłopiec nakazał małej Nel i pozostałym zostać na zewnątrz, a sam z wielkim zaciekawieniem wszedł do środka. W piramidzie było ciemno i pusto. Trochę się zdenerwował  bo z przejęcia i wrażenia nie wziął ze sobą ani latarki, ani żadnej pochodni.

Gdy już jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności ruszył przed siebie. Daleko nie zaszedł. Już po kilku krokach droga przed nim skończyła się. Były tylko trzy korytarze i każdy w inną stronę.  Staś nie wiedział którym pójść. Przypomniał sobie legendę o faraonie, który za dawnych czasów również miał podobny problem. Faraon wtedy wybrał środkowe wyjście i nie pożałował, dlatego tez Staś postanowił pójść w jego ślady. Jednak nie chciał dalej iść bez światła. Pomyślał więc, że zawróci po latarkę. Tuz przed drzwiami wyjściowymi z piramidy nadepnął na coś miękkiego. Okazało się że zaryglował drzwi i nie mógł wyjść.

– No pięknie – powiedział sam do siebie. Oby Kali i Nel zorientowali się, że zbyt długo mnie nie ma i coś jest nie tak.

Zaczął krzyczeć wniebogłosy. Niestety w środku piramidy był sam. Nikt go nie słyszał  i nie odpowiadał. Próbował chyba wszystkiego aby otworzyć drzwi. Niestety nie udawało się.

Po paru godzinach siedzenia w ciemnościach chłopiec usłyszał płacz małej przyjaciółki i śmiech Kalego.

– Stasiu, Stasiu ty żyjesz . Nic Ci nie jest. Tak się martwiłam – krzyczała Nel widząc Stasia

– Staś przestraszyć nas bardzo. – rzekł Kali

– Oj od razu „ty żyjesz, ty przestraszyć” . Ja tylko zapomniałem latarki i tyle . – odpowiedział żartując szczęśliwy chłopiec.

– Chodźmy stąd dość przygód na dziś. – dodał Staś.

Zuzanna Kotowicz kl.VIb


Dokument8

Ola Kurianowicz kl.IVa


W krainie zwierząt, tak jak w ludzkim świecie zwierzęta też chodzą do szkoły. Pewnego dnia szop pracz przyniósł na drugie śniadanie ciastko. Kiedy inne zwierzęta to zobaczyły zaczęły się kłócić. Część zwierząt zaczęła się kłócić ponieważ twierdziła że słodycze to nie jedzenie. A druga część twierdziła że ciastko jest tak dobrym śniadaniem jak inna rzecz. Wtedy przyszedł wychowawca. Koń o imieniu Borys. Na widok kłócących się dzieci powiedział że pójdą do kina zobaczyć ciekawy film o zdrowym odżywianiu. Dzieci przestały się kłócić, i ucieszyły się ponieważ mogą pójść do kina. Dzieci grzecznie poszły za panem wychowawcą do kina. Po wejściu do kina, kiedy dzieci wygodnie rozsiadły się w swoich fotelach rozpoczął się seans filmowy pod tytułem ,,Wielka kłótnia”. W kolorowej kreskówce wielka główka sałaty kłóciła się z tłuściutkim pączkiem. sałata wyrywała z siebie po jednym listku. Płakała i tłumaczyła, ze w każdym z tych listków są cenne witaminy i minerały. Każdy listek jest pełen witamin z grupy B C i E, ma także w sobie żelazo, potas i magnes. Pączek zachwalał się jak to dzięki lukrowi i kolorowej posypce uszczęśliwia ludzi. Zwierzęta w sali kinowej śmiały się bo zrozumiały jak śmiesznie same wyglądały, kiedy się kłóciły. Po skończonym filmie, kiedy wracały do szkoły były spokojne. Zrozumiały bowiem, iż warzywa zawsze będą zdrowsze niż jakiekolwiek inny produkt.

Laura Kurasz kl.IVa


Bezludna wyspa 

        Pewnego dnia nadszedł ostatni dzień nauki w szkole przed długo oczekiwanymi wakacjami. Staś i Nel nie mogli się doczekać, ponieważ mieli już zaplanowaną, cudowną podróż.
Ojcowie Stasia i Nel pracowali razem i zaprzyjaźnili się ze sobą. Postanowili grupą udać się na wycieczkę statkiem po Morzu Czerwonym. Wszyscy z niecierpliwością czekali na ten rejs, bo morze jest najpiękniejsze i najcieplejsze na świecie.
Staś opiekował się Nel, jak starszy brat. Jej ojciec prawie zawsze był w pracy, dlatego nie miała innego wyjścia, jak tylko przebywać ze Stasiem. Dzieci przygotowując się przed podróżą, rozmawiały ze sobą:
–   Nel, – zwrócił się do niej Staś, – a co chciałabyś zobaczyć na morzu?
– Chcę zobaczyć delfiny, a może i duże żółwie. Stasiu, może spotkamy rekiny? Co byś chciał?
– Ja, – odpowiedział Staś – chciałbym przede wszystkim dostać się na bezludną wyspę.
Nadszedł piękny poranek i bezkresne morze. Ojcowie zamówili wycieczkę na trzy dni, pierwszą noc spędzili na otwartym morzu. To jest coś niesamowicie pięknego: czyste niebo, jasny księżyc i lśniące. morze
Nel słodko zasnęła. Nadszedł poranek, poranna bryza, wspaniałe śniadanie. Planowano przystanek nurkowy. Nel nie umiała pływać, ale Staś w masce zanurkował w morzu. Po chwili wynurzył się, w pośpiechu wspiął się na pokład i zaczął gwałtownie opowiadać o pięknych koralowcach i jaskrawych rybach. Po pewnym czasie zapadła noc, nad morzem rozpostarła się mgła i nagle nastąpiło mocne uderzenie. Okręt uderzył w rafy i woda zaczęła wypełniać wnętrze. Na pokładzie powstała panika, krzyki, płacz, strach i niepewność. Statek tonie, ludzie wskakują do zapasowych łodzi. Nel zgubiła się, a gdy znalazła się w wodzie, wdrapała się na wrak statku i płakała, ponieważ jej ojca i Stasia nie było w pobliżu. Rano dziewczynka leżała poraniona na śnieżnobiałej plaży, w oddali ukazali się jakieś osoby. Nel zebrała wszystkie siły i krzyknęła:
– Proszę, pomóżcie! – i zemdlała.
Po chwili odzyskała przytomność i cieszyła się, że obok niej jest Staś, płakała i mówiła:
– Stasiu, co teraz z nami będzie, jak przeżyjemy, czy nas znajdą?
– Nie płacz, – odpowiedział chłopak – na pewno nas znajdą!
Wyspa okazała się mała i bezludna. Było na niej jeszcze kilku uratowanych: Egipcjanka i Rosjanin. Staś opiekował się Nel. Łowili ryby i piekli je na ognisku, ale wystąpił problem z wodą. Spaleni słońcem, wyczerpani, czekali na pomoc. Więc mieszkaliśmy na wyspie przez tydzień i nagle usłyszeliśmy dźwięk helikoptera. Wszyscy wybiegliśmy do wody i krzyczeliśmy, ale on przeleciał i nie zauważył nas. Nagle podleciał bliżej i odleciał. Płakaliśmy głośno i krzyczeliśmy:
– Czekaj! Wróć!
Po krótkim czasie do wyspy przypłynął jacht i zabrał nas wszystkich. Na plaży czekała na nas pomoc medyczna i ojcowie. Kiedy jacht zacumował do brzegu, ojciec podbiegł do Nel, wziął ją w ramiona i ostrożnie zaniósł do karetki.
Staś okazał się silny, rozumiał, że powinien zaopiekować się dziewczynką. Po pewnym czasie, doszli do siebie fizycznie, dzieci przypomniały sobie podróż i pragnienie Stasia, by trafić na bezludną wyspę.
– Widzisz Stasiu, – powiedziała Nel – nasze pragnienia się spełniły. Okazuje się, że trzeba marzyć z mądrością.

Sofiya Kutuzova kl.VIb


Spotkanie z Czarodziejem

Pewnego upalnego dnia przyjaciele Staś, Nel i Kali podróżowali przez afrykański busz. Aż nagle ich koń się zatrzymał i nie chciał dalej iść.
Staś zszedł by zobaczyć co się stało, jednak nie zauważył niczego niepokojącego. Pomyślał, pewnie koń jest głodny lub spragniony. Podszedł do torby i wyjął z niej dwie marchewki. Jednak koń odwrócił głowę.
– Stasiu, jemu na pewno chce się pić. – powiedziała Nel.
– Na pewno tak. – westchnął Staś.
– Więc poszukajmy jakiegoś źródełka! – krzyknął Kali.
Dzieci bez słowa ruszyły, jednak Arabika tak nazywał się koń, którym podróżowali, nawet nie ruszyła kopytem. Wtedy Nel usłyszała kroki, odwróciła się i krzyknęła:
– O jejku ktoś idzie, kto to jest?
– Kim ty jesteś? – zapytał Kali postać, która stanęła tuż obok nich.
– Cicho dzieci, cicho nic wam nie zrobię.
– Powiedz kim jesteś ale już! I zdejmij ten kaptur! – krzyknął ze złością Staś
– Dzieci, uspokójcie się, powiem wam ale macie być spokojni.
– Dobrze proszę pana. – odpowiedziała Nel.
– Przysłali mnie tu porywacze, którzy na was czyhają. Kazali was śledzić. Tylko proszę nie panikujcie, ja nie chcę wam nic zrobić, mam nadzieję, że się polubimy.
– No nie wiem. Naprawdę nie chcesz nam nic zrobić? – zapytała przestraszona Nel.
– Naprawdę nic.
– A jak cię zwą? – zapytał Kali.
– Mówią na mnie Czarodziej, lecz nim nie jestem.
Staś pomyślał sobie, dlaczego więc koń się zatrzymał i nie chciał dalej iść?
– Skoro nie jesteś czarodziejem, to dlaczego nasz koń się zatrzymał?
– Oj Stasiu, jesteś bardzo mądry, może i mam jakieś moce, ale naprawdę nie jestem czarodziejem. A wasz koń nie chciał iść bo go zahipnotyzowałem. – odpowiedział Czarodziej.
Po tych słowach dzieci zbladły, przerażone wskoczyły na konia i zaczęły uciekać. Czarodziej gonił ich ale mu się to nie udało.


Suprumy dnia 18.02.2021

Drodzy Ludożercy

Piszę do Was ten list, ponieważ chcę Was przekonać do tego, że warto być człowiekiem i mam nadzieję, iż moje słowa weźmiecie sobie głęboko do serca.
Może na początku nie będzie to łatwe, ponieważ trudno jest z dnia na dzień zmienić swoje przyzwyczajenia, postępowanie. Nie oczekuję od Was cudów, ale zachęcam do zmiany stopniowej. To co do tej pory robiliście było postępowaniem egoistycznym, a nie jest to postępowanie właściwe dla człowieka. Nie można w każdej chwili myśleć wyłącznie o sobie, bo w ten sposób depczemy uczucia innych ludzi. Często krzywdzimy wiele osób. Człowiek, drugiego człowieka powinien traktować z szacunkiem, empatią i miłością. Spełniając dobre uczynki z pewnością będziemy mogli być lepszymi ludźmi. Inni przy tym będą nas darzyć sympatią i życzliwością, a jest to bardzo miłe uczucie.
Drodzy Ludożercy, myślę, że moglibyście spróbować tego co Wam proponuję, ponieważ tylko wtedy będziecie mogli doświadczyć czegoś nowego i wspaniałego. Wiem, że dobro, które dajemy drugiemu człowiekowi kiedyś do nas wraca ze zdwojona siłą i to jest piękne uczucie. Jeżeli zdecydujecie się na bycie człowiekiem to poznacie piękne uczucia, a dla nich warto postępować uczciwie i godnie. Zawsze będziecie mogli liczyć przy tym na pomoc i wsparcie drugiego człowieka, bo teraz przecież jesteście samotni. Nigdy nie czuliście bliskości drugiego człowieka, nie wiecie co to miłość i zrozumienie.
Chciałbym Was prosić, aby każdy z Was pomyślał w jaki sposób traktuje innych ludzi. To jest postępowanie godne potępienia. Po co te kłótnie, nieporozumienia i egoizm? Czy nie możecie pomyśleć o innych w przyjazny i miły sposób? Chyba lepiej jest żyć w atmosferze ładu, spokoju i przyjaźni? Dlaczego w was tyle nienawiści, zazdrości i pychy? Najważniejsza dla drugiego człowieka powinna być miłość i przyjaźń . Więc otwórzmy swoje serca i bądźmy dla siebie pomocni, życzliwi i mili. Każdy z nas może dać innym ludziom wiele pozytywnej energii. A i my sami będziemy też mogli poczuć się cudownie i wspaniale, bo cóż jest piękniejszego niż dawanie człowiekowi szczęścia i radości. Nie bądźmy dla siebie wrogami, ale dbajmy o dobro innych, a świat na pewno będzie wówczas piękniejszy.
Kończąc już ten list, mam ogromną nadzieję, że Wasze postępowanie ulegnie radykalnej zmianie. Warto być dobrym, ponieważ tylko w ten sposób można mieć satysfakcję z życia. Pozdrawiam serdecznie.

                                                                                                                                            Piotr Plewa kl.VIb


„Tajemnicza piwnica”

Było to wczesnym rankiem, trójka dzieci Olek, Julka i Adaś poszli na polanę, by omówić pewną sprawę.
-Cześć, zastanowiliście się co zrobić z tym starym domem? – zapytała Julka.
-Chcemy tam pójść! – powiedzieli jednogłośnie Olek i Adaś.
-To idziemy. – powiedziała bez namysłu Julka.
I pobiegli do starej chaty. Weszli przez drewniane drzwi. Od razu zobaczyli kolejne dwoje drzwi.
-Ja pójdę tędy, a wy idźcie tamtędy. – powiedział Adaś do Julki i Olka.
Adaś wszedł do pomieszczenia, za prawymi drzwiami i ujrzał pusty pokój z wielkim oknem.
-Tu nic nie ma, a u was?! – krzykną Adaś idąc do Olka i Julki.
Chłopiec dołączył do reszty.
-Tu też nic nie ma, tylko jest ten właz. Chyba do piwnicy. – powiedział Olek wskazując na czerwony właz.
Dzieci podeszły do niego i z wielkim wysiłkiem otworzyły. Za włazem były betonowe schody. Przyjaciele zeszli po nich. Na dole było ciemno. Julka po omacku wyjęła z plecaka latarkę i zapaliła. Wszędzie stały wielkie pudła i kartony. Dzieci zaczęły sprawdzać co w nich jest. Gdy odsunęły wielki karton ujrzały za nim drzwi. Olek pociągną za klamkę i powiedział:
-Są zamknięte, może jest gdzieś klucz? Poszukajmy.
Dzieci szukały w różnych miejscach. Lecz Julkę zaciekawiła metalowa puszka, stojąca na regale. Podeszła do niej i otworzyła ją. W środku był stary, zardzewiały klucz.
-Znalazłam klucz! Był w tej puszce! – krzyknęła z entuzjazmem Julka wskazując puszkę.
-Super! Sprawdź czy pasuję? – powiedział podekscytowany Olek.
Dzieci podeszły do drzwi. Julka wsadziła klucz do zamku.
-Chyba te drzwi są stare i nikt ich dawno nie otwierał. – powiedziała siłując się z drzwiami Julka.
-Może ja spróbuję? – zapytał Adaś.
-Nie ma takiej potrzeby. – odparła dziewczynka wyjmując klucz z dziurki.
Otworzyła drzwi. Dzieci zobaczyły … wielką łąkę, na której stał ogromny zamek z placem zabaw. Były tam huśtawki, zjeżdżalnie, trampoliny, piaskownice i wiele innych fajnych rzeczy.
-Tu jest super! – powiedziała Julka.
-Ekstra! – dodał Olek.
Adaś nic nie dodał, bo zaniemówił. Przyjaciele pobiegli bawić się. Wszędzie zajrzeli, w każdy kont i zakamarek. Usiedli na trawię ze zmęczenia.
-Jak to się w ogóle mieści pod ziemią?! – zapytał Adaś.
-Sama nie wiem, ale wiem, że to będzie nasze sekretne miejsce. – odparła Julka.
-Dobry pomysł! – powiedział Olek.
Dzieci się jeszcze trochę pobawiły i wróciły do domów, z głowami pełnymi niesamowitych przeżyć.

Aleksandra Łukaszuk IVb


„Magiczny patyk Psotnik”

Za górami, za lasami żył sobie chłopiec. Na imię mu było Psotnik. Mieszkał sam, bez rodziców, bo tata zmarł, a mama zmarła ze smutku.
Psotnik wyszedł na podwórko i musiał iść do szkoły. Szedł, szedł i szedł, ale do szkoły nie doszedł, bo zauważył dziewczynkę. Trzymała w ręku lalkę i szeroko się uśmiechała. Chłopiec pomyślał, że zrobi jej kawał. Zabrał jej lalkę i wyrzucił wysoko, aż znalazła się na czubku drzewa.
– Taka duża dziewczyna, a jeszcze bawi się lalkami! – powiedział Psotnik i zaśmiał się głośno.
– Auuu – usłyszeli cichy głosik.
Oboje spojrzeli w górę, na gałązkę drzewa, która się ułamała i uderzyła chłopca w głowę. Wtedy stało się coś magicznego, bo Psotnik się zmniejszył i zamienił w patyka. Lalka spadła na ziemię. Dziewczynka szybko ją podniosła i ze strachem w oczach pobiegła do swojego domu.
– Co jest?! – krzyknął patyk Psotnik.
– A nie słyszałeś, że niegrzeczne dzieci zamieniają się w patyki? – powiedziało drzewo.
Wtedy patyk Psotnik pomyślał sobie, że w sumie dobrze się stało. Będę taki mały i będę sobie psocił do woli.
Mijały miesiące i Psotnik był coraz smutniejszy, nie chciało mu się żartować. Stał się grzecznym patykiem, zamiast psocić wolał pomagać. Pewnego ranka obudził się i stał się grzecznym chłopcem.

Grzegorz Dawidziuk kl.IVa


Świeta

Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia, jest to szczególny czas w wierze chrześcijańskiej. W wielu rodzinach w naszym regionie Święta obchodzone są dwa razy, czyli pierwsze katolickie a drugie prawosławne. W mojej rodzinie właśnie tak obchodzimy Święta Bożego Narodzenia, które kojarzą się nam z wieloma symbolami. Na przykład: ze Świętym Mikołajem, ubieraniem choinki, narodzinami Jezusa i dekorowaniem domu.
Jednym z najważniejszych obrzędów jest uroczysta wieczerza Wigilijna która rozpoczyna się wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki na niebie. To właśnie wtedy cała rodzina zasiada do stołu wcześniej dzieląc się opłatkiem lub prosforą składając sobie życzenia. Na stole według tradycji powinno znajdować się dwanaście dań i wolne miejsce dla niespodziewanego gościa. Po kolacji wigilijnej dzieci z niecierpliwością czekają na Świętego Mikołaja z workiem prezentów. Niestety nie zawsze można go spotkać, ponieważ czasem zostawia prezenty pod choinką.
Bardzo fajną tradycją jest kolędowanie, które odbywa się w pierwszy dzień Świąt. To właśnie wtedy dzieci, które już przed świętami spotykały się i trenowały śpiewanie kolęd i planując za kogo się przebiorą, wyruszają z gwiazdą kolędować. Chodzą od domu do domu śpiewając kolędy a w zamian otrzymują od gospodarzy odwiedzanych domów niewielkie kwoty pieniędzy lub słodycze. Po zakończonym kolędowaniu uczestnicy sprawiedliwie dzielą po między siebie otrzymane pieniądze i słodycze, wspominając najfajniejsze momenty wspólnego kolędowania.
Boże Narodzenie to jedno z najfajniejszych świąt w roku, ze względu na wspólny czas spędzony z rodziną podczas którego dużo się rozmawia i wykonuje się wspólnie wiele różnych czynności. Święta to czas wyjątkowy w którym czuję się bardzo radosny i z niecierpliwością czekam na Świętego Mikołaja.

Albert Snarski IVa


CHCIAŁBYM

Chciałbym, być bardziej lubiany
Trochę bardziej szanowany
I trochę mniej przez ludzi oceniany.

Chciałbym, aby spadł śnieg w tym roku
Przyjaciela mieć u boku
Zrobić z nim igloo z lodu.

Chciałbym, przez ludzi być doceniany
Nie obrażany
A uwielbiany i do różnych zabaw brany.

Chodź wygórowane są te pragnienia
Liczę na gwiazdkę z nieba
Która spełni me życzenia.

Dawid Hajduk kl.VIb


O co chciałabym poprosić świat?

Drogi świecie, mam kilka bardzo ważnych próśb do Ciebie.
Pierwszą rzeczą o jaką Cię poproszę to o to, aby zniknął koronawirus. Chcę już wrócić do szkoły, normalnie spotykać się ze znajomymi, spędzić święta w gronie rodziny oraz móc chodzić bez tej uciążliwej dla mnie maseczki. Kolejną rzeczą jest to, aby każdy na świecie był zdrowy i szczęśliwy, aby nie było wojen i żeby wszędzie panował pokój, a ludzie chodzili uśmiechnięci i darzyli się wzajemnie sympatią. Teraz proszę Cię o bardzo ważne dla mnie rzeczy: chciałabym co weekend spotykać się z moimi koleżankami oraz żeby było zimą mnóstwo śniegu. Święta bez pięknego, bialutkiego śniegu tracą swój urok.
Będę bardzo wdzięczna za spełnienie moich próśb. Dziękuję!

Hanna Anchimiuk kl. VIb


„Moja wymarzona szkoła”

Chciałabym, żeby moja wymarzona szkoła miała kształt dwóch półkul, które łączy szklany korytarz. Okna były by okrągłe. Pierwsza półkula ma kolor pomarańczowy, jest przeznaczona do nauki i spożywania posiłków. W salach lekcyjnych są wywieszone na ścianach powiększone ściągi. Każda z sal ma obok drzwi do swego pomieszczenia z pomocami szkolnymi np. sala od geografii ma tam mapy. Oprócz zwykłych przedmiotów jest także zielarstwo, godzina kucharska, projektowanie czy przyrządzanie eliksirów. Na stołówce znajdują się prostokątne sześcioosobowe stoły. Gdy przychodzi pora obiadu, każdy podchodzi do szwedzkiego stołu z tacą. Nakłada sobie co chce. Do picia jest woda, sok różnego smaku, kompoty z przeróżnych owoców i herbata. W specjalne dni, które są dwa razy w tygodniu są do wyboru takie dania jak frytki i pizza, a do picia coca-cola i szejki. Oczywiście w te dni są też zwykłe potrawy i napoje. Druga półkula ma kolor błękitny jest przeznaczona do relaksu i odpoczynku. Jest tam wielka biblioteka z regałami, aż po sufit, basen, sala czytelnicza, strefa gier i zabaw, sala muzyczna z różnymi instrumentami, pracownia artystyczna z profesjonalnymi przyborami plastycznymi. Szkoła ma pięć pięter, jest winda, szafki na książki oraz pufy na korytarzach. Nauczyciele są bardzo mili. Za szkołą jest wielkie boisko. Obok jest plac zabaw. To wszystko jest otoczone kolorowym płotem.

Aleksandra Łukaszuk IVb


Szkoła moich marzeń

Każdy uczeń lub uczennica ma swoją wymarzoną szkołę. Każdy chce, aby była ona miejscem kolorowym, ciekawym, fascynującym i interesującym, do którego chce się wracać. Chciałabym Wam opisać szkołę, o jakiej ja marzę.
Moja wymarzona szkoła leży nad rzeką Narew, blisko lasu i składa się z pięciu klas, sali gimnastycznej, stołówki i kuchni, w której przygotowywane są posiłki dla uczniów i nauczycieli. Nie jest ona zwykłą szkołą, gdyż klasy są na podwórku i każda wygląda inaczej. Najpierw przedstawię Wam nauczycieli. Pani od chemii ma na imię Dorota, Pani od języka polskiego Alina, Pan od matematyki Paweł, nauczyciel informatyki ma na imię Borys, nauczycielka przyrody Kasia a Pan od wychowania fizycznego to Bartosz. Każdy nauczyciel jest miły, nie krzyczy i bardzo dobrze tłumaczy zadania.
Teraz mogę Wam opowiedzieć jak wyglądają klasy. Sala od chemii znajduje się w wielkiej szklanej kuli a pod szklaną podłogą pływają ryby. Zamiast ławek mamy blaty a krzesła zastępują pufy. Obok biurka Pani Doroty leży legowisko dla kota o imieniu Memor. Ze środka wydobywają się kolorowe dymki które tworzą napis „CHEMIA’’. Klasa obok to sala od języka polskiego, która znajduje się w wielkiej książce. Ławki są powieszone piętrowo, przez co musimy wchodzić na nie po drabinkach. W tej klasie, tak samo jak w poprzedniej nie ma krzeseł, tylko ławki obłożone miękkim materiałem. Zapytacie pewnie, dlaczego nie ma tablicy? Jest nam niepotrzebna, gdyż ściany naszej klasy są kartkami, które służą nam jako tablica. W tej sali też jest legowisko dla kota Margota. Przejdźmy do pomieszczenia obok, czyli klasy „SZALONYCH LICZB’’. Jest to oczywiście klasa do zajęć z matematyki. Na pierwszy rzut oka wygląda na zwykłą klasę, lecz gdy przyjrzymy się dokładniej, zobaczymy, że jest ona dwupiętrowa i że krzesła są w kształcie plusa. W tej klasie nie ma zwykłych kred, gdyż są one w kształcie symboli matematycznych. W końcu doszliśmy do sali informatycznej, która mieści się na wielkim laptopie. Matryca laptopa zastępuje nam tablicę. Przed salą informatyczną znajduje się kuchnia i stołówka w kształcie wielkiego talerza, na którym jest dużo stolików. Potrawy podawane są na tacach które musimy odnosić do kuchni. Obok stołówki mieści się sala do przyrody. Ławki są zrobione z liści, nasze krzesła są też liśćmi tylko większymi. W naszej sali mamy przejście do ogródka z kwiatami, które obserwujemy pod mikroskopem. Tę salę nazywamy naturalną klasą, gdyż ściany zastępują tu drzewa. Co roku przycinamy korony drzew, aby powstał z nich napis „PRZYRODA”. Niedaleko sali znajduje się sala gimnastyczna. Nasza sala gimnastyczna jest mniejszą wersją stadionu narodowego. Po lewej stronie mieści się mały pokój do gry w tenisa stołowego, natomiast po prawej dróżka, po której możemy jeździć rowerami lub na rolkach. Przed stadionem zostały zbudowane trzy domy, w których mieszkają uczniowie, każdy dom mieści pięcioro uczniów. Obok domów stoją też budy dla psów, na jeden dom przypada jeden pies, którym musimy się opiekować. W wakacje gdy jest ciepło idziemy na plażę, czasami się kąpiemy w rzece, lecz zdarza się to bardzo rzadko.
Moje wyobrażenie idealnej szkoły może się wydawać nierealne, lecz przede mną jeszcze wiele lat nauki i wierzę, że trafię kiedyś do mojej wymarzonej szkoły.

Maja Iwaniuk, kl.IVa


„Moja wymarzona szkoła”

Pewnego dnia pani w szkole podała nam lektury. Jeną z nich była książka pod tytułem: „Akademia Pana Kleksa”. Każdy czwartoklasista wie, a właściwie powinien wiedzieć o czym jest ta bajka. Opowieść ta zainspirowała naszą panią do zadania nam opowiadania pt.: „Moja wymarzona szkoła”. Więc ja Kasia Opolska teraz opowiem wam jak wygląda moja wymarzona szkoła.
Nie wiem czy kiedykolwiek wspominałam wam o tym, że w przyszłości chciałabym zostać kosmetyczką. Więc moja wymarzona szkoła to ta, w której będę poznawać tajemnice makijażu i nie tylko. Teraz zbliżamy się do budynku mojej wymarzonej szkoły. Jest on w kolorze białym. Okna są w kształcie oczu, a drzwi w kształcie ust. Klucze do szkoły są w kształcie pomadki. Moje sale lekcyjne są bardzo różne. Opiszę wam moją ulubioną. Jest to sala do wykonywania makijażu. Jest ona w kształcie kosmetyczki. A w tej kosmetyczce mamy: brązowy cień, który smakuje czekoladą. Są tam również pomadki o różnych smakach np.: czerwona to wiśnia, pomarańczowa to pomarańcza, różowa to truskawka. Mamy też puder o smaku bezy. Róż smakuje malinami. Tusz do rzęs to jagoda. I wiele innych kosmetyków, których sama nie jestem w stanie wymienić. Teraz przejdźmy dalej. Nasza szkolna stołówka wygląda bajecznie. Talerze w kształcie serc, sztućce jak dla prawdziwych księżniczek, ze srebra i złota. A dania to tylko przepyszne desery. Wiecie już jak wygląda moja ulubiona sala i stołówka. W szkole mamy jeszcze basen, jacuzzi, salony piękności. W salonach próbujemy swoich sił i wykonujemy zabiegi naszym gościom. Raz w tygodniu możemy też zaprosić kogoś z naszych znajomych do takiego salonu. Trochę więcej opowiem wam o sali, w której wykonujemy stylizację paznokci. Tę klasę też bardzo lubię jest w moim ulubionym, fioletowym kolorze. Tyle ile mamy tu kryształków, pyłków, brokatów nie widzieliście na całym świecie. Lakiery do paznokci mamy w każdym możliwym kolorze i odcieniu. Do tego też są: matowe, metaliczne, połyskujące, brokatowe, błyszczące. Mamy też magiczne narzędzia, które tworzą cuda. Naszą szkołę odwiedzają znani stylici, którzy wprowadzają nas w magiczny świat piękna. Czasami zdradzają nam swoje tajemnice dotyczące makijażu. W mojej wymarzonej szkole są też zasady zachowania. Moja ulubiona to: „Bez uśmiech wstęp wzbroniony”. Zapomniałabym prawie wam napisać o nauczycielach, a powinnam od nich zacząć. W mojej szkole nie ma przypadkowych nauczycieli. Mamy tu prawdziwych pasjonatów, którzy zarażają nas swoimi pasjami. Odkrywają w nas nasze mocne strony, wspierają nas. W mojej szkole panuje rodzinna atmosfera.
Moja wymarzona szkoła jest taka, do której chce się chodzić. Nie ze względu jak wygląda i co w niej mamy. Lecz ze względy na osoby, które w niej pracują i które ją tworzą. Zapraszam wszystkich chętnych do mojej szkoły. Zapomniałam, że ona istnieje w moich marzeniach. Jednak wierzę, że namiastkę takiej szkoły możemy stworzyć już dziś w naszej szkole. Wystarczy być dla siebie miłym i pomagać sobie nawzajem.

Kasia Opolska, kl.IVa


Szkoła z marzeń

Bardzo lubię szkołę, do której chodzę, ale czasami, gdy zamknę oczy wyobrażam ją zupełnie inną.
Moja szkoła z marzeń wygląda jak z bajki. Jest kolorowa i dużo w niej świateł. Na ścianach wiszą czekoladowe obrazy, na podłogach leżą dywaniki z waty cukrowej, na parzystych przerwach z kranu leci coca-cola, a na nieparzystych ciepłe kakao. Jest też jeden kran z wodą gazowaną. Pośrodku szkoły w wielkiej donicy rośnie zaczarowane drzewo, które co godzinę obradza w rozmaite owoce, np. banany, gruszki, mango, jabłka oraz mandarynki. Na ścianach wiszą głośniki, z których słychać piękne melodie. W klasach, zamiast ławek i krzeseł poustawiane są mięciutkie fotele, które mają funkcję leżenia. Pani też ma swój fotel – taki magiczny, na którym może fruwać po klasie. Lekcje w mojej szkole trwają tylko 20 minut, a przerwa pół godziny. Nie mamy zadawanych prac domowych, a wiedza z lekcji zostaje nam na zawsze w naszych głowach.
Wiem, że taka szkoła w rzeczywistości nie istnieje. Ale marzenia nic nie kosztują.

Natalia Jakimiuk, kl.IVa


Przygody Kornika z drewnianej deski

Był zwyczajny, słoneczny poranek, gdy Kornik nasz burmistrz miasta budził się do życia. Wstał on wyciągnął się w swojej desce, wytaczał się w wiórkach z drewna i wyszedł ze swojej chatki. Przechadzając się po mieście, spotkał Biedronkę i zapytał się :”Witam szanowną panią Biedronkę, jak dla pani mija dzień?” Biedronka odparła: „Dobrze dziękuje” i odszedł. Kończąc przechadzkę po mieście, przypomniał sobie, że musi zakupić nowe wiórki do swojego mieszkania.

Przygotował się do wyprawy, wziął swój kapelusz zrobiony z trzech wyschniętych liści i swoją glinianą teczkę. W końcu wyruszył, idąc szlakiem żubra do kopalni wiórek, spotkał żuka i zapytał go o drogę: „Drogi żuku powiedz mi, czy idę w dobrą stronę?” Odparł: „tak”. Burmistrz Kornik w końcu dotarł do kopalni i ujrzał on w środku sklepu mrówkę, która sprzedawała nowe, świeże, czyste wiórki. Kupił nowiutkie wiórki, i zmierzał w stronę domu. Z czasem wracając zobaczył piękną deskę lecz strzegły ją pająki. Kornik ze smutkiem odwrócił się i dalej szedł do domu, ponieważ dobrze wiedział, że tam nie zamieszka.

Wrócił do deseczki, wysypał wiórki ze swojej teczki i się w nie położył sapiąc i dysząc…

Dominik Rusiłowicz


Wspaniała niespodzianka

Pewnego słonecznego dnia wróciłam do domu, weszłam do środka. Poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam odrabiać lekcje. Cieszyłam się bardzo, bo zaczynał się weekend.
Następnego dnia przyjechała do nas moja chrzestna rozmawiali o dziwnej sprawie. Poszłam się przywitać:
– Cześć.- powiedziałam do wszystkich.
Mama powiedziała, żebym poszła oglądać telewizję. Dwie godziny później przyjechało moje rodzeństwo. Z początku mama zachowywała się bardzo dziwnie. Więc poszliśmy się bawić. Zaczęłam rozmawiać z moją siostrą:
– Coś mi tu nie gra?- szepnęłam i zapytałam się Oli.
– Ale co?- zapytała się mnie.
– Mama zaczęła się dziwnie jak przyjechał wujek.- wytłumaczyłam dla siostry.
– Bo nie spodziewała się odwiedzin wujka.- odparła Ola.
– Ok. Więc muszę sama się tym zająć.- powiedziałam pod nosem.
Pod koniec dnia pojechało moje rodzeństwo. W niedziele pojechaliśmy do mojego chrzestnego gdzie okolica była piękna. Przywitałam się z chrzestnym i mama powiedziała, żebym poszła na dwór:
– Ok ale co mam robić?- zapytałam mamy.
– Idź się pobaw. – odpowiedziała.
– Ale w co?- odparłam.
– Idź do koleżanki.- z pośpiechu powiedziała mama.
– Ok – powiedziałam.
Po przyjściu zaczęłyśmy się bawić. Po godzinie mama mnie i Ole zabrała. Po jechaliśmy do schroniska:
– Mamo, ale po co my jedziemy do schroniska – zapytałam się mamy.
– Okaże się potem.- powiedziała mama.
Po dojechaniu na miejsce rodzice powiedzieli nam, że kupujemy pieska, bardzo się ucieszyłyśmy. I to była wspaniała niespodzianka.

Dominika Chilimoniuk kl.6b


Pod Warszawą

   Działo się to pod Warszawą, gdy Niemcy w niezliczonych ilościach szli pod Moskwę. Niezbyt dobrze szło wywożenie chorych i rannych  żołnierzy, brakowało jedzenia i amunicji, a Niemców nawet się nie zmniejszało. Polacy ginęli jak ślimaki na soli. A od Francji i Brytanii żadnej pomocy.

Lecz jednego dnia, gdy Niemcy napadli na jeden z większych obozów z rannymi, stało się coś naprawdę dziwnego. Działo się to tak:  najpierw rozległ się ryk podobny do odgłosu niedźwiedzia po czym już głos człowieka:

– Podaj ten pocisk.

– Co to? Powiedział jeden z Niemców z przerażeniem.

Następnie rozbrzmiał dźwięk armat i grad pocisków posypał się na wroga, zginęli z przerażeniem na twarzach. Z dymu można było dostrzec sylwetkę człowiekopodobną lecz był to niedźwiedź. Zeskoczył z pagórka (z którego strzelały armaty), ciągnąc za sobą  taczkę z pociskami. Asekurowali  go artylerzyści krzycząc:

– Tylko weź to nie przewróć!

lub

– Ostrożnie, Wojtek!

Chorzy wstali z koców ze zdziwienia. Była to 12 dywizja artyleryjska, dzięki której Polacy przepędzili Niemców do Berlina i wygrali drugą wojnę światową.

Tymek Kalinkin kl.VIb


Pewnego dnia wstałam, zjadłam śniadanie i wypiłam herbatę. Postanowiłam że pójdę na zakupy i kupię nowe buty do biegania.
Wybrałam się do sklepu, w którym znalazłam czerwone buty. Od razu je kupiłam. Następnego dnia mieliśmy sprawdzian z biegania. Założyłam moje nowe, czerwone buty i  poczułam, że jestem szybsza. Na teście byłam o wiele szybsza od koleżanek i kolegów. Było to dziwne, ponieważ w bieganiu zawsze byłam ostatnia. Z ciekawości zdjęłam buty i przebiegłam taki sam dystans jak na teście. Czułam się słaba i wolna tak jak przed założeniem butów.
Te buty na pewno muszą być zaczarowane! Założę je na kolejny sprawdzian.

 Oliwia Oksiejczuk kl.IVa


 „Znikająca Szkatułka”

Razem z rodziną wybraliśmy się na wakacje do Krynicy Morskiej. Jest to piękna miejscowość pełna turystów.

Jak byliśmy już w domku, zaczęliśmy się rozpakowywać. Znalazłam pewną szkatułkę, bardzo błyszczała. Chciałam ją otworzyć, ale nagle…. Zniknęła! Myślałam, że się przewidziałam, aż przetarłam oczy, bo nie dowierzałam. Było już późno więc poszłam spać. Następnego dnia, wstałam, zjadłam śniadanie, umyłam zęby i przebrałam się. Znowu ta sama szkatułka stała w tym samym miejscu, w którym zniknęła. Podeszłam bliżej i znowu próbowałam ją otworzyć ale zniknęła! Poszliśmy na plażę. Jak wróciliśmy opowiedziałam tą sytuacje koleżance. Stwierdziliśmy, że ona jest magiczna! Chciałam to sprawdzić. Kolejnego dnia szkatułka stała na szafce. Podeszłam do niej, ale tym razem nie chciałam jej otworzyć i nie zniknęła. Byłam pewna, że jak ktoś chce ją otworzyć to ona znika.

Niestety wakacje dobiegły końca i musieliśmy wracać do domu. Nikomu o tym nie mówiłam i pozostawiłam to jako swój sekret.

Aleksandra Kurianowicz kl.IVa


„Magiczny dlugopis”

Był to magiczny długopis. Wzięłam go do domu. Wieczorem moje znalezisko zaczęło podskakiwać i świecić w ciemności. Wystraszyłam się i szybko powiedziałam mamie. Postanowiłyśmy zaobserwować mój błękitny długopis, lecz wieczorem zaczął schodzić po schodach i zabrał mi moje jedzenie, które miałam wziąć do szkoły. Postanowiłyśmy go wyrzucić, bo nie miał już tuszu. Gdy pozbyłyśmy się go to on po czasie znowu się przyturlał. Budził mnie w nocy, nie dał mi odrabiać lekcji, a gdy już wzięłam drugi długopis to obraził się i mazał mi po zeszycie zygzaki. Więc, gdy nie odrobię pracy domowej z języka polskiego, to znaczy że magiczny długopis mi w tym przeszkadza.

Natalia Jakimiuk klasa 4a


Pandemia

Nazywam się Tymek.

Ja i moi przyjaciele lubimy spędzać razem czas. Niestety mamy teraz ciężką sytuację na świecie, związaną z pandemią. Prawie wszędzie nosi się maseczki, w każdej chwili można się zarazić tym strasznym wirusem. Do niedawna spotykałem się z przyjaciółmi niemal codziennie, teraz robimy to rzadko.

Pewnego dnia umówiliśmy się na boisku, niestety jeden z nas się nie zjawił. Okazało się, że jego tata zachorował na covid-19 i teraz cała rodzina musi przebywać na kwarantannie. Było nam żal kolegi. Postanowiliśmy pójść pod jego dom, żeby wesprzeć go na duchu.

Kolega czekał na nas w oknie. Pomachaliśmy mu z daleka i powiedzieliśmy, żeby się dzielnie trzymał. To spotkanie poprawiło mu humor. Teraz na pewno łatwiej będzie znieść mu kwarantannę.

Pomagajmy i wspierajmy innych w tych ciężkich czasach!

Szymon Omelaniuk, kl.IVa


Zaczarowany ołówek 

         Podczas wakacyjnego spaceru z rodziną po lesie potknęłam się o nieduży patyczek, który okazał się być nieco dziwny. Był to stary ołówek.

Ołówek znaleziony w lesie, zabrałam do domu. Pomimo tego, że był brzydki, lubiłam nim rysować. Chociaż nie miałam talentu do rysowania, ten ołówek działał cuda. Co bym nim nie narysowała, stawało się piękne i wręcz niemożliwe, bo mimo tego, że rysunki były super to jeszcze z upływem czasu same nabierały koloru.

Okazało się, że znaleziony w lesie brzydki patyczek to zaczarowany ołówek, który zapewne każdy chciałby mieć.

Gabriela Chodakowska kl.IVa


Mój przepis na udany nastrój

Składniki:

1. Jedzenie
2. ,,Lipton’’ [ napój o smaku herbaty ]
3. Laptop z ,,Netflixem’’
4. Łóżko
5. Pies

Czynności które należy wykonać, np. otworzyć, wymieszać, wlać, zamknąć, wstrząsnąć itd.
1. Na początku zabieramy się za przygotowanie jedzenia. Bierzemy ziarna kukurydzy i wsypujemy je na rozgrzany olej. Nakrywamy pokrywką i czekamy na wybuchy. Wsypujemy do miski i posypujemy solą. Zanosimy go do pokoju.
2. Bierzemy ulubioną szklankę, dosypujemy 5 kostek lodu z liptona i zalewamy to liptonkiem. Wkładamy papierową słomkę i gotowe! Chwytamy napój i wędrujemy do pokoju.
3. Przynosimy laptopa, kładziemy go na łóżku. Odpalamy ,,Netflixa’’ wybieramy ulubiony film i włączamy.
4. Kładziemy się na łóżku, sięgamy po popcorn i napój, w tym czasie oglądając film.
5. Teraz została nam ostatnia, lecz najważniejsza rzecz : łapiemy oddech i z całej siły wołamy naszego pieska. Gdy wskoczy na nas, przytulamy go i oglądamy razem film.
To właśnie mój przepis na udany nastrój.

Kornelia Wszeborowska kl.VIb


MÓJ PRZEPIS NA UDANY NASTRÓJ

POTRZEBNE SKŁADNIKI :
Prawa noga 1 szt.
Kolorowe ubranie 5 szt.
Smaczne śniadanie 450 g
Wesoła muzyka 1,5h
Przyjaciel 1 szt.
Czynności które należy wykonać
Gdy otworzysz oczy koniecznie na podłogę postaw pierwszą prawą nogę
Następnie ubierz się na jasno i kolorowo .
Na śniadanie zjedz misiowe kanapki z herbatką ,,Na dzień dobry”.
Potem ze słuchawkami w uszach, przy wesołej muzyce idziesz do szkoły.
W szkole spotykasz przyjaciół.
Tak rozpoczęty dzień na pewno będzie udany.

Polecam Zuzia


Mój przepis na udany nastrój

Potrzebne skladniki:
1.pół szklanki cukru
2.1 szklanka mąki
3. 2 łyżki soli
4. 1 czekolada
5. 1 szklanka mleka
6. 1 jajko
7. 4 łyżki cukru pudru
8. radość
9. szczęście

Czynności,które należy wykonać,np. otworzyć, wymieszać,wlać, zamknąć, wstrząsnąć itd.

1. Do miski wsypać mąkę i cukier oraz radość i wymieszać.
2. Roztopić czekoladę i dodać do niej mleko i wymieszać.
3. Do miski z mąką i cukrem wsypać sól i roztopioną czekoladę z mlekiem wlać. Następnie wymieszać.
4. Oddzielić białko od żółtka i dodać odrobinę szczęścia, do tego dodać 4 łyżki cukru pudru i wymieszać.
5. Do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia wlać wszystko razem . Na górę posypać szczęściem.
6. Zjeść z kwaśną miną A po 5 minutach będziesz szczęśliwy.

Wiktoria Dubowska kl.VIb